Renault Team najlepszą drużyną cyklu Mazury MTB2017!

Na zakończenie kolarskiego sezonu Renault Team stanął na starcie słynnego już z wyjątkowej trudności Wyścigu o Niedźwiedzią Łapę, finałowej edycji Mazury MTB w Mrągowie.
 
Po długim, wyczerpującym sezonie, pełnym trudów, sukcesów, wzlotów i upadków, przyszedł czas, by sięgnąć po przysłowiową wisienkę na torcie. Śmiało można tak powiedzieć o jednym najcięższych maratonów MTB na północ od Sudetów i Karpat. Na trzech dystansach zawodnicy mieli zafundowane odpowiednio 500, 1000 i 2000 metrów nie byle jakich podjazdów. 
  Aż trudno uwierzyć, ale tego dnia wielką pozytywną niespodzianką okazała się pogoda. Wyjątkowa, wspaniała, wręcz wiosenna, po raz pierwszy w historii tego wyścigu stanęła po stronie zawodników.
 
  Już od samego początku tempo na dystansie maraton było mordercze i utrzymanie koła Patrykowi Piaseckiemu (JBG2), którego co raz z zapamiętaniem kąsali Artur Korc i Paweł Kowalkowski (obaj Centrum Rowerowe Olsztyn) było nie lada wyczynem. Udało się to jedynie Grzegorzowi Maleszce (Renault Team), jednak i nasz waleczny zawodnik, który dzień wcześniej w Głuchołazach zdobył Puchar Polski XC, poczuł zapiek w nogach i odpuścił czołówkę, by utrzymać do mety wypracowaną przewagę nad resztą stawki.
  Przez ponad trzy okrążenia dwójka z Centrum Rowerowego bezlitośnie nadszarpywała siły i psychikę Patryka na stromych i długich podjazdach pod Górę Czterech Wiatrów. Ostatecznie, mimo przyjętych razów, to Patryk zadał kluczowe uderzenie.
 
Podczas finałowej rundy w techniczno siłowej sekcji Bike Park Poręby skontrował zuchwały atak Pawła Kowalkowskiego i odskoczywszy od rywali, samotnie dopadł do linii mety. Za równą minutę pojawił się właśnie Paweł, a za kolejne dwie, jako trzeci dotarł Artur Korc.
  Po mimo zażartych zmagań z Patrykiem, jego rywale nie zapomnieli o duchu Fair Play i gdy ten zgubił bidon, bez namysłu częstowali go swoim Izotonikiem. Tego słonecznego dnia, na tej trasie, ten gest koleżeństwa nie był bez znaczenia, tym bardziej po trudach sobotniej nocy 😉 
 
   Za plecami Grześka, który dowiózł 4 msc open (2 w M4),  jako 5 (3 w M4) dojechał Arek Jusiński. Następny nasz zawodnik, Paweł Arciszewski był 7 open (2 M3).
 
       Dystans półmaraton dla Renault Team już przed startem okazał się istną partią szachów. Najwięcej do ugrania miał Przemek. Walczył on o utrzymanie trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej. Na trasie mieli go wspomóc Tomek i Bartek. Natomiast Michał i Daniel(czyli ja), musieli utrzymać tak wysokie tempo, aby rywal Przemka zmiękł, odpadł od czołówki. Zadanie o tyle trudne, że nasz CEL nie jest przeciętnym miłośnikiem dwóch kółek, a kolarzem z nie lichą nóżką.
   Już po starcie wszystko stanęło na głowie, kiedy to Przemek sam od pierwszych podjazdów śrubował obroty w zakresie czerwonego pola, dusząc i gubiąc topniejący w oczach peleton. Niestety takiego tempa niewytrzymali też Tomek i Bartek, jego niedoszli opiekunowie. Pod Górę Czterech Wiatrów dołożyłem jeszcze coś od siebie, aby umożliwić odjazd Michałowi i zawodnikowi z Dobrych Sklepów Rowerowych, którzy jeszcze mieli względny zapas sił. Na moim kole pozostał podgotowany już nieco rywal Przemka.
 
Kontrolując całą rozgrywkę postanowiłem poczekać na naszego VIPa ;), jednak na prostym jak drut odcinku z przyczyn niezależnych od siebie, nagle wzbiłem się w przestrzeń i po krótkim szybowaniu powitała mnie matka ziemia. Pulsujący ból i szum w głowie, oraz rwący ból w okolicy nerki nie pozwalały mi stanąć na nogi. Obróciłem się na bok, by móc poznać przyczynę, znaleźć odpowiedź. Na delikatnym szerokim łuku leśnej drogi, na płaskim odcinku tej wyjątkowo trudnej trasy, w cieniu drzew stał sobie szary, niepozorny betonowy słupek, nie wyższy niż 10cm.
Słupek, jak się potem okazało,doskonale znany wszystkim lokalnym zawodnikom, więc nie wymaga poświęcania mu większej uwagi, a już na pewno 20cm taśmy do znakowania trasy lub kropki jaskrawego spreju!!!
 
Pomyślałem, w d… z bólem, na rower i ogień. Krótki zjazd, to znów do góry, ale tym razem intensywność i wzorcowa jakość bólu nie pozwoliły mi dalej kontynuować wyścigu o wymarzoną Niedźwiedzią Łapę.
  Choć wygraną w całym cyklu zapewniłem sobie wcześniejszym zwycięstwem, to nie w ten sposób chciałem to przypieczętować. Krótko mówiąc powaliła mnie Niedźwiedzia Łapa.
   Wracając do szachów. Dalsza rozgrywka po stracie paru pionków (Bartek też nie ukończył) układała się niemal idealnie. Michał Dargacz i jego równie mocny rywal, zgodnie budowali przewagę nad następną dwójką i dopiero na ostatniej prostej postanowili walczyć o wygraną. Nasz zawodnik bez żalu przyjął drugie miejsca open (1msc w M3). Dzięki tej układance rywal Przemka dojechał jako czwarty, z ponad dwuminutową stratą i z wielkim rozgoryczeniem przyjął wiadomość o sukcesie  Przemka Michalczyka, który dzięki brawurowej jeździe wpadł na metę 8 open (5 w M3) i poprawił swój dorobek punktowy, wygrywając walkę o podium w klasyfikacji końcowej open w stosunku 2389 : 2384. Zwyciężył o 5 małych OCZEK :). Tomek dotarł jako 14 open (3 msc w M4).
 
 Podsumowując klasyfikację końcową cyklu Mazury MTB 2017 naprawdę trudno zachować pozory skromności 😉 więc informuję, iż nasz Renault Team wypełnił swój obowiązek wygrywając w klasyfikacji drużynowej. 
Najlepszym zawodnikiem na dystansie maraton został  Arkadiusz Jusiński, Grzegorz Maleszka 2msc w M4 (3 open), Paweł Arciszewski 1msc w M3 (4 open), Tomasz Skalski 3msc w M4 (6 open), Mateusz Hanke 3msc w M2 (12 open).
 
W pół maratonie duża niespodzianka i równie duży sukces Przemka Michalczyka, który obronił trzecie msc klasyfikacji open i wygrywł w M3. Ja z grymasem bólu na twarzy i śladami niedźwiedzich pazurów na plecach miałem przyjemność stanąć na najwyższym stopniu podium. VENI VIDI VICI. Zgarnęliśmy, co było do zgarnięcia 😉