Daniel Pepla o starcie w III edycji Milko Mazury MTB

Przyznaję szczerze, że tego słonecznego, wręcz letniego dnia nie zamierzałem walczyć w Wilkasach i jak zwykle plan wziął w łeb. Dynamiczny start na dystansie ekspert z nad Niegocina, rozpalił fantazję zawodników i pierwszy podjazd na 150 metrze trasy stał się areną przepychanek i walki o pozycję. Jechałem spokojnie w 15 osobowej grupie za plecami Przemka. Dość szybko jakiś wyrywny Litwin, jak to Litwin mocno zaatakował. Tomek wkrótce go doścignął i był naszym łącznikiem na szpicy. Na wertepach bez większego wysiłku doszliśmy im do koła, niespiesznie przesunąłem się trochę do przodu. Zaczęły się otwarte przestrzenie i małe podjazdy, tam postanowiłem rozgrzać nogę, oczywiście w momencie …gdy większość złapała za bidony (a było 27’c). Na głównym podjeździe już ośmielony zduszeniem grupy, doładowałem solidnie do szczytu i tylko młody Litwin dotrzymał mi towarzystwa. Później po zmianach gonieni przez czwórkę spóźnialskich, trzymaliśmy 100-u metrową przewagę.
Pod koniec pierwszej rundy mój kompan trochę zmiękł, a za plecami metr po metrze skutecznie niwelował stratę dość mocny zawodnik z Absolut Bike, którego koła rozpaczliwie, lecz skutecznie trzymał się młody kolarz z Suwałk. Doszedłem do wniosku, że Litwin za bardzo szarpie i jest to niezdrowe dla osoby w moim wieku. Postanowiłem realizować plan i wycofałem się na z góry upatrzone pozycje. Z uciekającego stałem się częścią trzyosobowej grupy pościgowej, proponując przyjęcie planu pt “gonimy, ale powoli” uczciwie i po zmianach. Wiedziałem,że uciekinier jadąc solo, wcześniej czy później zacznie tęsknić za nami i poczeka:) Za naszymi plecami widać było jedynie mazurskie łąki i pola rozgrzane promieniami słońca, jakby na tej malowniczej trasie ścigało się tylko czterech zawodników.
Niewielka strata 15 sekund na koniec pierwszego okrążenia, wzrosła do niemal 40 po kolejnej pętli. Pojawił się niepokój, na szczęście nie mój. Wzrastające tempo dyktowane przez Absoluta bezpowrotnie zgubiło Suwałczanina i na początku ostatniej rundy nasza dwójka miała na widelcu sprintera ze Sprintu. Zaczęły się czary-mary. Litwin nie dawał zmian, był lekko podgotowany, ale nawet podgotowany Litwin jest nieobliczalny. Powtórzyłem mocną wspinaczkę z pierwszej rundy, jednak moje samopoczucie nie było najwyższej próby. Dziwne, że żaden z rywali tego nie wykorzystał. Dopiero za jakiś czas mocno wyskoczył czerwony Absolut, jednak na płaskim nic to nie zmieniło i po chwili wszyscy puściliśmy korby. ..choć nie do końca. Litwin lekko dokręcił, a brak naszej reakcji rozochocił go tylko. Ponownie strata szybko wzrosła. Pękłem i musiałem gonić, fartownie gubiąc kompana na jednym z zakrętów. Taktyka w połączeniu ze szczęściem okazały się skuteczne.
Tuż przed metą w sekcji technicznej zdołałem dogonić dążącego po zwycięstwo Litwina. Atakując po zewnętrznej na zakręcie przekonałem się, że lekko nie będzie. Młodzian natarł na mnie barkiem i łokciem, wypychając mnie z trasy. W pierwszej chwili odpuściłem, jednak adrenalina robi swoje i widząc jak co chwilę odwraca twarz postanowiłem zaatakować ponownie. Byłem już pewien, że traci grunt pod nogami i panikuje. Na prostej przed trudnym zakrętem w lewo, okraszonym niemiłym siodłem, ponownie ruszyłem z lewej. Był zdeterminowany, bronił się zajadle zajeżdżając mi drogę. Uderzał mnie ponownie z łokcia, wypychając w krzaki. Dobrze, że nie miał noża:) Był już słaby, wiedziałem że jest mój. Ale nie mogłem sobie pozwolić, by odpuścić właśnie teraz. Tnąc gałęzie kierownicą przełożyłem łokieć przed jego rękę i zyskałem możliwość wjechania w zakręt jako pierwszy. Po siodle miałem 5m przewagi i z każdą sekundą zyskiwałem kolejne centymetry. Ostatnie podjazdy i techniczne single to moje podwórko, jechałem tam pewnie, niemal jak automat nie popełniając najmniejszego błędu.
Do linii mety dotarłem pierwszy, jadąc ostatnie 200m bez trzymanki;)
Drugi na kresce był Lukasz Bielecki z Absolut Bikes, skarżąc się, że o wynik musiał bić się na łokcie:D z trzecim tego dnia, Edgarasem Svegzdą ze Sprintu. Wszystko zakończyło się dobrze, jedynie wymianą znaczących spojrzeń, bez awantury;)
Po chwili dotarły kolejne Renówki. Tomek Skalski 7msc (2msc M4), Przemek Michalczyk 9msc (3msc M3),powracający do ścigania Bartek Karczmarski 20msc (3msc M2) i nasz młodzienaiszek Paweł Jędrzejewski 34msc (2msc M5).

Według relacji kolegów na dystansie Pro ściganie odbyło się w sielskiej, przyjacielskiej atmosferze. Bez zbędnej walki, ataków i kombinacji na tej dość łatwej i szybkiej trasie. Przez cztery rundy spokojnego tempa czołowa grupa stopniała do grona zainteresowanych wygraną, by rozstrzygnąć wszystko z finiszu.
Wygrał Sarunas Pacevius ze Sprint, przed Rafałem Perkowskim z PT Mazury i Pawłem Ciunelem z CR Olsztyn.
Arek Jusiński z Renault był piąty, o włos przegrywając 4 msc i wygraną w kategorii M4 z Arturem Korcem z CR Olsztyn.