Przepis na Majówkę według Jonasza 2 razy XC i runda do okoła kanionu Verdon

Jonasz przyzwyczaił nas do zagranicznych eskapad głównie ze względów zawodowych. Tak było i podczas długiego weekendu. Oddajamy głos naszemu zawodnikowi.
Majówkę spędziłem we Francji. Moja zawodniczka w sobotę (29 kwietnia) kończyła zawody i mieliśmy się wybrać “gdzieś” na 2-3 dniowy odpoczynek przed kolejnymi zawodami. Początkowo po głowie chodziły mi pireneje bo to było “po drodze”, ale jako że miałem ze sobą mój rower MTB (do Francji udałem się bezpośrednio po zakończeniu Mistrzostw Europy XCM) sprawdziłem czy w okolicy nie ma nigdzie żadnych wyścigów…Oczywiście były 🙂
Tak więc w Niedzielę (30 kwietnia) o świcie udałem się do Aurons na regionalny wyścig XC. Start wspólny dla Mastersów więc tłoczno koło 80-90 osób. Oczywiście mi przypadła ostatnia linia startowa więc zaraz po starcie wyrwałem do przodu, ale prosta startowa nie była zbyt długa więc przeskoczyłem gdzieś do połowy stawki raptem. Przy pierwszych zwężeniach korki i prowadzenie roweru pieszo. Jako rodowity Warszawiak (cwaniaczek tak się na nich mówi?) poboczem kilka oczek do przodu, jak już ulokowałem się (na moje oko) w czubie moment nonszalncji i “delikatny” fikołek. Niestety mój bark jest już na to mocno wyczulony i musiałem go nastawić. Doświadczenie w tym mam więc kilka sekund i ramię wróciło na swoje miejsce ale było wciąż bez władne więc miałem chwile czasu by odczekać nim wskoczyłem w pogoń. Od tego momentu było przyjemnie. Płynna mocna jazda, radość z pokonywanych elementów technicznych…FUN. Po to to robię i po to tam pojechałem. Na mecie melduję się na 24 miejscu, 10 w kategorii Masters 1.

Coupe paca XC Aurons
Wieczorem jeszcze Marszobieg z zawodniczką do kapliczki z widokiem na okolice, a następnego dnia wycieczka do okoła Wielkiego Kanionu Verdon. 90 km pięknych widoków, polecam. Trasa godna “coffe rajdu”, chodź 2000 metrów przewyższenia robią swoje, co jasno zakomunikowała mi zawodniczka puszczając koło w połowie trasy 🙂

Przyznam szczerze że jeszcze nigdy tylu postojów żeby zrobić zdjęcie nie zaliczyłem co podczas tej wycieczki

Po powrocie z tej wyprawy na drodze przed naszą kwaterą pojawiły się strzałki informujące o jutrzejszym wyścigu….hmm no to nie wypada nie zaliczyć objazdu trasy przed snem jak się znajduję 400 metrów od trasy 🙂 Trasa sztywniejsza czyli wolniej pod górę i….na hamulcu w dół. Tzn ja na hamulcu zapewne nie jeden PROs tam i dokręcał.

Dobrze przespana noc wróżyła dobrą dyspozycją, i tak też było. Ze startu wystrzeliłem niczym Sagan na Igrzyskach w Rio 😉 8 pozycja przed singlem, tam płynnie poszło, na kolejnym podjeździe jeszcze 2 zawodników przeskoczyłem. Jest dobrze, ale 4 kółka w tym tempie…hmm chyba trochę zwolnię. Tak też zrobiłem. Na podjazdach tempo trzymałem podobne ale z biegiem czasu zauważyłem że drzewa jakby bliżej siebie stoją, kamienie jakby luźniejsze. Mimo trzymania tempa kontrola nad rowerem zaczyna szwankować wraz z narastającym zmęczeniem. Organizator chyba mnie wyczuł i zakończył ściganie na 3 kółku… Takie są uroki ścigania się za granicą gdzie trzeba domyślać się co tam dla nas szykują. Ja byłem święcie przekonany że jedziemy 4 kółka, konkurencja wiedziała jednak że trzy, bo na finiszu jeden pan mnie “zafiniszował”. Co wydawało mi się mega dziwne, ale tylko do czasu gdy mi machali żebym nie jechał dalej 🙂 Tym sposobem zakończyłem wyścig na 10 miejscu open i 5 w Masters 1.

To były świetne trzy dni! Bawmy się kolarstwem
Pozdrawiam Jonas