Mazury MTB - etap Gałkowo... Oczyma Daniela

Gałkowo – Wyścig szlakiem Starowierców

Na zakończenie wakacji Renault Team zawitał do malowniczego Gałkowa. Ta mała, spokojna miejscowość, która śmiało może uchodzić za wizytówkę Mazur, wita nas chłodem i gęstymi chmurami.

Mimo ponurej aury, atmosfera w naszej ekipie jest przednia. Między innymi za sprawą organizatora, który przygotował walkę o ręcznie wykonane trofea na niebanalnej, technicznej trasie MTB.
Etap nr 8 to zaledwie kilka szerokich odcinków szutrowych wplecionych w fantastyczne, kręte single, wijące się po leśnych wzgórzach, razem tworzące trzydziestokilometrową pętlę.

Na starcie morderczego dystansu o długości 90km (3 rundy) obok naszych, Żółtych Renówek Mateusza, Tomka, Pawła i Arka, stają zawodnicy z czołówki polskiego kolarstwa górskiego: Krzysztof Łukasik (MITUTOYO AZS WRATISLAVIA), Paweł Kowalkowski (Centrum Rowerowe Olsztyn) i Patryk Piasecki (JBG2).

Odliczanie. Skupione oczy. Napięty każdy mięsień. Start! I ogień! Kierownice się gną, korby trzeszczą, łańcuchy jęczą, a opony bezlitośnie rwą ziemię. Łatwiejsze sekcje w pierwszej części trasy pozwalają na jazdę w grupie. Jednak z każdym przejechanym kilometrem wprost proporcjonalnie do trudności trasy, wzrasta też ból jaki czują zawodnicy. Stare, leśne kamieniołomy są prawdziwą Rock Areną zaciekłej walki o pozycje. W ciasnych zakrętach, niebezpiecznych zjazdach, technicznych uphillach czołówka się naciąga, szarpie i bezpowrotnie rwie.

Na prowadzenie wychodzi Piasecki, za nim Kowalkowski, dalej gonią Łukasik i nasz Arek. Za nimi już trochę spokojniej reszta stawki. Poza mocnym tempem wyścigu równie dynamiczny jest jego przebieg. Kowalkowski zalicza bolesny upadek. Samotnie prowadzący Piasecki gubi trasę. Łukasik najeżdża na lidera. Arek traci siły i kontakt z czołówką, oraz szansę na podium. Do tego wszystkiego dokłada swoje załamująca się pogoda. Deszcz zmienia malownicze ścieżki, kamienie i korzenie w istną ślizgawkę. Tego dnia niejeden zawodnik śmiało może zanucić fragment “Pieśni o Małym Rycerzu”.

Po około trzech i pół godzinach zmagań w tak trudnych warunkach, finiszuje najmocniejsza dwójka. Jak wściekły, czerwony byk, Patryk Piasecki kipiący siłą i dynamiką, nie daje szans rywalowi. Łukasik musi zadowolić się widokiem pleców zwycięzcy. Dopiero po czterech minutach dociera nr 3, poobijany Kowalkowski. Niestety walkę o 4 miejsce po równie zaciętym finiszu przegrywa najlepszy dziś z naszej drużyny Arek, który jednocześnie wygrywa kategorię M4 i umacnia się jako lider całego cyklu. Następny na mecie, #6 jest Paweł (2-gi w M3), #8 Tomek (2-gi w M4) i #9 „wyjechany” do cna Mateusz (4-ty w M2).

Do walki w półmaratonie, 60km (dwie rundy) stają Przemek i Daniel (czyli ja). Od samego startu nasi rywale cisną bez umiaru. My z tyłu, spokojnie obserwujemy wydarzenia i zamykamy grupę, w której pracuje lider, mój rywal w walce o klasyfikację generalną w półmaratonie. Po kilku niewielkich podjazdach czołówka łapie pierwszy oddech i zza ich pleców atakuje jeden zawodnik, szybko budując przewagę. Widząc brak reakcji na szpicy, robię dokładną kopię i dopadam uciekiniera. Biorę go na koło i wspólnie pędzimy prawie do mety, a dokładnie do drugiej części Rock Areny. Tam właśnie, na drugiej pętli, w strugach deszczu podejmuję ryzyko i atakuję na niebezpiecznie śliskich, stromych ścieżkach. Samotnie pokonuję ostatnie kilometry do mety. Po jednym trzecim i czterech drugich miejscach zaliczam wygraną OPEN 🙂

Zmordowany  Przemek dojeżdża 9-ty i drugi w M3.

 

Ekipa Mazury MTB przygotowuje nam dość wymagające trasy. Wyścig szlakiem Starowierców w Gałkowie jest na pewno dużym wyzwaniem, dającym jeszcze więcej satysfakcji i na pewno na długo pozostanie w pamięci zawodników. Osobiście najcieplej będę wspominał trzy porcje soczewicy, serwowanej przez Dwór Łowczego Potockiego Gałkowo, które ze smakiem wciągnąłem po wyścigu 😉

D.P.